Zaczął propagandowym filmem i mam nadzieję, że skończy (liczę, że "Wałęsa" będzie jego ostatnim, ach, nie mogę się doczekać). Wybitny to reżyser, który rujnuje swoją legendę, ale to inny temat.
Ten pełnometrażowy debiut jest przepojony marksistowskim idealizmem. Dziś bardziej śmieszy niż zachwyca, bo wiadomo, że całe to wyzwalanie ziem nie miało humanitarnej twarzy rodem z "Manifestu Komunisycznego". Mimo to nie potępiałbym jak większość (AK-owskich zapewne) antykomunistycznych bohaterów internetu. Socrealizm nie był sztuką wybitną. Ciężko mi powiedzieć czy to udany debiut po pierwszym obejrzeniu. Nie wyrzuciłbym go na śmietnik historii m.in. ze względu na obsadę. Czasy nie sprzyjały mówieniu bolesnej prawdy, a artyści chcieli jakoś funkcjonować. Stalin już wtedy nie żył, a Bierut w Polsce stalinizm utrzymywał. Tylko jakoś w filmie nie słyszałem o bohaterstwie Stalina, jedynie o "nieskazitelnej Armii Ludowej". Może to już tylko ciekawostka historyczna, a niewątpliwie zrobiona z gracją i warto obejrzeć wysubtelniając jednak emocje polityczne. Otóż potrzebny jest dystans i wyrozumiałość.
Precz z Leninem czy Stalinem, ale od "starego Wajdy" się odczepcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz